czwartek, 17 maja 2018

Na koniec - potancówka! [Kacper]

[Kacper dopisał ciąg dalszy do naszego sobotniego wycieczkowo-tanecznego dnia]

Po wyjściu z muzeum skierowaliśmy się do miejsca, które związane było z naszą dyscypliną, do parku etnograficznego. Przechodząc przez skwerek prowadzący do muzeum natrafiliśmy na interesujący, wpadający w oko plakat pouczający z Kazimierzem Wielkim, stworzony w konwencji popularnego niegdyś mema “Bądź/nie bądź jak…”, zwracający uwagę by nie śmiecić. Na plakacie napisano tak: "Bądź jak Kazimierz". Tam spędziliśmy około godzinę, zwiedzając wszystkie obiekty, w tym dom Szczepana Muchy, którego rzeźby mogliśmy zobaczyć w sieradzkim Muzeum Okręgowym. W oczy wpadła nam wyjątkowa bogatość wnętrza chat, w mniejszym stopniu materialna, a w większym artystyczna. Po zakończonym zwiedzaniu, usiedliśmy na trawie i odpoczywaliśmy. Niestety nie "zawitaliśmy” tam zbyt długo, gdyż gonił nas czas, niedługo mieliśmy pociąg powrotny do Kalisza. Po pożegnaniu się z przewodnikiem ruszyliśmy z powrotem, fotografując stare chaty, wykonane całe z drewna. 
Gdy wreszcie pociąg przyjechał, wsiedliśmy i ruszyliśmy z powrotem w stronę miasta, które było obszarem naszych badań. Wtedy, doświadczyliśmy prawdziwego chichotu losu, otóż konduktor dał nam ANKIETY. Tak moi drodzy, sami przez 5 dni prosiliśmy ludzi o udział w ankietach, a na koniec sami o taką ankietę zostaliśmy poproszeni. Gdy wreszcie wróciliśmy do Kalisza, oprócz uzupełniania tabelek, robienia transkrypcji i innych ważnych rzeczy, szykowaliśmy się do wydarzenia wieczoru, potańcówki. 
Około 19 ruszyliśmy w stronę Centrum Kultury i Sztuki, gdzie dobiegły nas dźwięki "imprezy”. Weszliśmy na pierwsze piętro do sali, gdzie odbywały się tańce, korzystając z przerwy przywitaliśmy się z organizatorką, a gdy przerwa się skończyła sami wzięliśmy udział w tańcach, charakterystycznych tylko dla Wielkopolski - wiwatach i okrągłych. Muszę Was ostrzec, wielkopolskie tańce ludowe odznaczają się nadzwyczajną szybkością oraz “rotacją”, więc odradzam jeść cokolwiek dużego. Śmiechów była jednak co niemiara, a poznanie jednej ze stron rodzimej wielkopolskiej kultury sprawiło nam wielką radość. Przy samych tańcach, połączonych z ludową zabawą, bawiliśmy się świetnie, wiele osób śmiało się serdecznie, ciesząc się, że mogą wziąć udział w takim wydarzeniu. Lecz mimo wspaniałej zabawy tańce skończyły się po 22, wiele osób opuściło parkiet, czy to ze zmęczenia, czy z innych powodów, a przed nami stało jeszcze widmo pakowania się na drogę powrotną. Wyszliśmy szczęśliwi, iż mogliśmy wziąć udział w takim wydarzeniu i uczciliśmy nasz sukces na pierwszych badaniach terenowych w nasz studencki sposób. 
 Badaczki i badacz przed chałupą sieradzką, fot. Dominika Krzyzańska
Poniżej - jak to ankieterzy zostali przeankietowani, fot. Anna Weronika Brzezińska

 Tak tańcowała Dominika z Marcinem!, video Anna Weronika Brzezińska

poniedziałek, 14 maja 2018

Czas powrotów [Paulina]

Wczoraj dobiegł końca ostatni dzień naszych badań w terenie. Ostatni moment w Kaliszu, wróciliśmy do Poznania. Czy w takim razie nasza praca dobiegła końca? Nic bardziej mylnego, zebraliśmy materiały teraz czas na transkrypcję i rozeznanie się z tym co już mamy. Tydzień to bardzo niewiele, temat bardzo obszerny, ważny. Mamy nadzieję, że wszystkie zebrane informacje, rozmowy, ankiety, dokumentacja fotograficzna wystarczą by przedstawić problematykę naszych badań. Po tym tygodniu czuję się niesamowicie zaangażowana, odczuwam też rodzaj pewnej presji, presji by nie zaszkodzić a pomóc swoimi działaniami. Czeka nas niedługo realizacja konferencji, to jedno z zadań, z drugiej strony wciąż myślę o osobach z którymi rozmawiałam, o interakcjach, o tym jak nasze badania wpłynęły na samą społeczność lokalną. Bo przecież skoro pytamy to znaczy, że to jest ważne. Uderzyło mnie wiele kwestii przede wszystkim to, że jeśli podstawowe potrzeby lokalnej społeczności nie zostają zapewnione, na przykład infrastruktura, dyskusja na temat kultury wybrzmiewa inaczej a etnolog staje się pośrednikiem, mediatorem pomiędzy społecznością a instytucjami. Tak często byliśmy odbierani, co jeszcze bardziej motywowało nas do tego, aby podejmować dialog z mieszkańcami. Praca wre, jestem bardzo podekscytowana, że już niedługo będziemy mogli się podzielić z Wami jej efektami! 
 
Ekipa badawcza: Karolina, Michalina, Natalia, Paulina, Marcin, Zuzanna, Weronika, Dominika, Kacper, Anna Weronika przed siedzibą Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej, fot. Dominika Krzyżańska

Niespodziewana podróż w kosmos! [Weronika]

Nadszedł wyczekiwany przez nas dzień. Po tygodniu ciężkiej pracy mieliśmy dzień wolny. W ramach nagrody za skończenie zbierania materiałów przed czasem pojechaliśmy na wycieczkę do Sieradza. Na miejscu ruszyliśmy zwiedzić muzeum. Szłam tam bez większego entuzjazmu, ale to co tam było, zrobiło na mnie duże wrażenie. Muzeum Okręgowe w Sieradzu posiada naprawdę ciekawe wystawy. Był tam dział poświęcony pierwszej aptece w mieście, dział archeologiczny i etnograficzny, którego wystawa była przepięknie zrobiona. Największym zaskoczeniem była wystawa poświęcona twórcy podstaw kosmonautyki. Był nim Ary Sternfeld, który urodził się w Sieradzu. Wzbogaceniem ekspozycji były pamiątki z lotu w kosmos generała Mirosława Hermaszewskiego, który odbył się w 1978 r. Wisienką na torcie była kapsuła lądująca statku kosmicznego Sojuz-30. Całą grupą zrobiliśmy sobie przy niej pamiątkowe zdjęcie. Był to dla mnie bardzo zaskakujący i ekscytujący dzień. 







 Fot. powyżej autorstwa Weroniki Szplitt, fot. poniżej autorstwa Anny Weroniki Brzezińskiej





sobota, 12 maja 2018

Stawając sie etnografem [Zuzanna]

Nasze badania w Russowie i na Zawodziu oficjalnie dobiegły końca, ale nie jest to jeszcze nasze ostateczne pożegnanie z Kaliszem i okolicami. Ostatnie 4 dni były dla nas bardzo wymagające, nie tylko pod względem fizycznym, ale także psychicznym.
Po co robi się badania etnograficzne? To dla mnie trudne pytanie, bez jednoznacznych i łatwych odpowiedzi. Najprościej byłoby powiedzieć, że po to aby zebrać informacje. Jest to oczywiście prawda – zadajesz pytania, często ustalone wcześniej, aby uzyskać odpowiedzi na konkretne zagadnienia. Trudno jednak z takiej rozmowy wyjść całkowicie niezmienionym. Opinie osób, z którymi przeprowadzamy wywiady są dla etnografów czymś bardzo cennym i specjalnym.
Nie postrzegam siebie jeszcze jako „prawdziwego” etnografa, ale w Kaliszu i Russowie chyba nie ma już dla mnie „zwykłych” spotkań z ludźmi lub „zwykłych” miejsc – każda opinia staje się nagle lekcją pokory, tolerancji, zrozumienia, spostrzegawczości... Każde miejsce jest z kolei zlepkiem koncepcji mieszkańców na temat danego miejsca, nie zaś czymś co po prost „jest”, „mieści się gdzieś”. 
Jest tyle rzeczy, których można się nauczyć z oczyma szeroko otwartymi i chęcią słuchania. 
 
 Barany, fot. Zuzanna Pilarz

 Czy te oczy mogą kłamać, fot. Zuzanna Pilarz

 Dworek Marii Dąbrowskiej w Russowie, fot. Zuzanna Pilarz

 Rezerwat Archeologiczny na Zawodziu, fot. Zuzanna Pilarz

 Russów, fot. Zuzanna Pilarz

Zespół Szkolno-Przedszkolny w Russowie, fot. Zuzanna Pilarz

piątek, 11 maja 2018

Niespodzianka [Dominika]

Jest czasem tak, że gdy jedziesz drugi raz w to samo miejsce, w bliskim odstępie czasowym, myślisz sobie, że nic Cię już nie zaskoczy. Wszystko widziałaś i w sumie, co się może jeszcze zdarzyć?
Właśnie z takim nastawieniem przyjechałam dzisiaj na Zawodzie – znowu niemiłosiernie ciepło, znowu zawracanie głowy mieszkańcom, znowu te same budynki i ulice. Przecież od wczoraj nic się nie zmieniło. A tu niespodzianka!
Przechodząc razem z Karoliną obok drewnianego kościółka pw. św. Wojciecha, zauważyłyśmy, że świątynia jest otwarta! Kościół ten został wybudowany w 1798 r. Msze święte odbywają się w tym miejscu jedynie trzy razy w rok, zwykle więc budowla stoi zamknięta. W zeszłym roku odkryto tu cmentarz i właśnie teraz, pod posadzką prezbiterium odbywają się wykopaliska archeologiczne. Okazało się jednak, że dwóch archeologów to być może trochę za mało, by wykonać niektóre zadania, więc nie dość, że pozwolono nam wejść do środka, to jeszcze przyczyniłam się do przeprowadzenia pomiarów głębokości wykopalisk. Co jednak najważniejsze – byłam jedną z pierwszych osób, które zobaczyły kości ludzkie, datowane na około XVII wiek!
Nigdy nie myślcie, że już nic Was nie zaskoczy!
 
 Skrzyżowanie ulic Częstochowskiej i Bolesława Chrobrego, fot. Dominika Krzyżańska

 Legendarny klucz do kościoła, fot. Dominika Krzyżańska

 Kościół pw. Św. Wojciecha, fot. Dominika Krzyżańska

Prace archeologiczne w zawodziańskim kościele, fot. Dominika Krzyżańska

Na Zawodziu [Marcin]


Po dwóch dniach intensywnych badań na terenie Russowa przyszedł czas na powrót do Zawodzia.
Dzień zaczęliśmy wczesnym rankiem by zdążyć na jeden z nielicznych autobusów jadących w tamtą stronę. Niestety po dotarciu na przystanek okazało się, że chwilę temu odjechał a następny będzie za około 20 min. Genialnie! Będzie spacer! Okazało się, że na miejsce wzdłuż rzeki prowadzi ścieżka rowerowa. Po 30 min. dotarliśmy na miejsce. Pierwszym punktem badań było zwiedzenie i dokładniejsze zapoznanie się z działalnością  Rezerwatu Archeologicznego. Oczywiście największą atrakcją jak zwykle okazały się zagrody ze zwierzętami a spośród nich szczególną atencją cieszyło się radośnie hasające, czarne jagniątko. Po obejrzeniu tego miejsca przyszła pora na dokończenie ankiet i przeprowadzenie wcześniej umówionych wywiadów. Pogoda nie ułatwiała pracy, upał był tak uciążliwy, że mało kto przebywał przed i po południu poza murami domu chroniącymi przed lejącym się z nieba żarem. Ostatnie umówione na ten dzień wywiady odbyły się o godz. 18:00. Spotkanie sprawozdawcze z dnia tym razem nie było tradycyjnie o 19:00 lecz dopiero w okolicach godz. 20:00 i zaowocowało kolejnymi „Złotymi Myślami” oraz „mapą mentalną” terenu.
Teraz pora na dokończenie dzisiejszych obowiązków i sen, bo jutro znów czeka nas pracowity dzień.

Fragment ekspozycji na Zawodziu, fot. Marcin Konieczka

 Mieszkanka Zawodzianka, fot. Marcin Konieczka

czwartek, 10 maja 2018

Pyza na kaliskich dróżkach [Karolina]

Prowadząc badania terenowe musimy dołożyć wszelkich starań, by żadne istotne wydarzenie nie zniknęło nam z pola widzenia. Niektóre z nich dzieją się jednak poza miejscem, które w danej chwili przemierzamy wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu osób chętnych do rozmowy. Dlatego, podczas gdy główny szwadron badawczy zbierał informacje na Zawodziu, ja udałam się do kaliskiego Centrum Kultury i Sztuki na XIV Festiwal Tańca i Piosenki Ludowej PYZA. Z pozoru wydarzenie to niewiele ma wspólnego z tematem naszych badań. No bo jak występy przedszkolaków w strojach regionalnych nawiązują do zarządzania dziedzictwem kulturowym? A jednak.
Na scenie zaprezentowało się dziewięć grup, z których osiem brało udział w konkursie. Dzieci wykonywały tańce i zabawy kurpiowskie, śląskie i lubelskie, ale przede wszystkim krakowskie. Co tu dużo mówić, wszystkie występy były widowiskowe i godne podziwu. Z pewnością zarówno dzieci, jak i osoby odpowiedzialne za choreografię włożyły mnóstwo pracy w każde przedstawienie. Spośród dziewięciu zespołów jednak tylko jeden wybrał lokalny, bo wielkopolski repertuar. Jako badaczka niematerialnego dziedzictwa kulturowego Wielkopolski zastanawiam się, dlaczego? Czy tradycje muzyczne Biskupizny, Zbąszynia i Dąbrówki Wielkopolskiej są zbyt nieatrakcyjne, by konkurować z Małopolską i Lubelszczyzną? Może informacje na temat tych regionów nie są wystarczająco dostępne w porównaniu do innych? A co z samym Kaliszem? Dlaczego żaden zespół nie wystąpił w stroju chociaż inspirowanym tradycyjnym kaliskim, mimo, że festiwal odbywał się właśnie tutaj?
Wszystkie te pytania sprowadzają się właśnie do zarządzania dziedzictwem kulturowym. Zarówno w Russowie, jak i na Zawodziu badamy działalność muzeum i możliwości współpracy placówki z lokalną społecznością. Współpracy i pracy nad własnym dziedzictwem kulturowym. Myślę sobie, że wybór repertuaru na festiwal folklorystyczny również jest formą takiej współpracy i odzwierciedla sposób zarządzania lokalnym dziedzictwem. 
 
 W oczekiwaniu na występ, fot. Karolina Dziubata

 Wiązanka wielkopolska w wykonaniu Publicznego Przedszkola nr 12 im. Koszałka Opałka, fot. Karolina Dziubata

Krakowiak w wykonaniu Publicznego Przedszkola Sióstr Nazaretanek, fot. Karolina Dziubata